Gra społeczno - polityczna: "Książę"

Kiedy przypomniałem sobie o 15 leciu RPG i Z archiwum RPG PL, zastanawiałem się jakie najstarszy gry powiązaną z RPG posiadam w domu z szczenięcych lat. Pomijając gry z Encore, o których każdy archeolog słyszał, niewątpliwie ciekawą pozycją jest "Książę". Jest to gra społeczno - polityczna wydana w 1982 roku w Warszawie przez Młodzieżowe Centrum Gier i Rozrywek Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej Groteka. Kupiłem ją bodajże w Warszawie, bywając tam na corocznych kanikułach, na Smolnej za dzieciaka i z tego co pamiętam to przez szereg lat leżała na dnie szafy, dziś pewnie byłaby opatrzona znaczkiem 12+, albo i więcej.
Czemu wspominam o tej grze?
Przecież więcej ma ona wspólnego z planszówkami i strategiami, niż grami fabularnymi, co więcej nawet nie ma w niej elementu fantastycznego.
Nie tak dawno temu przypomniał mi o niej Marcin prowadzący Zapiski na marginesie dnia ( i parę innych blogów),a przede wszystkim pamiętam grę, bo pomogła nam przed laty skonstruować na jej bazie inną autorską.

Sama gra to cztery kilku, bądź kilkunastostronicowe zeszyciki napisane na maszynie do pisania (powielone na offsecie w liczbie 5000 egz.), sporych rozmiarów mapa na twardej tekturze, piony, karta rozkazów i mapka konferencyjna (te ostatnie jednak zaginęły mi gdzieś w akcji).
Pierwsza z książeczek to (24 str.) to Wprowadzenie, czyli zasady gry, druga Scenariusze, trzecia: Przykłady i ostatnia, czwarta to Wariant specjalny.
Gra odzwierciedla sytuację społeczno - polityczną Italii w okresie renesansu i z założenia ma na celu odpowiedzieć na pytanie dlaczego nie można było zjednoczyć podzielonych państewek włoskich. Toczy się kampaniami, każda z nich odzwierciedlała jedną porę roku np. Wiosna 1385. W trakcie każdej z kampanii powtarzały się poszczególne etapy:
Istotnym elementem rozgrywki była Faza negocjacji, w trakcie której zawieraliśmy pakty w tym potajemnie by działać na niekorzyść innego gracza. Kolejna Faza pisania rozkazów dotyczyła wydawania poleceń swoim jednostkom, a i niekiedy jednostkom innego gracza. Itd.
W kolejnej książeczce rozpisane były scenariusze możliwych wydarzeń we Włoszech (Ekspansja państw, Walka o dominację, Równowaga sił itp.).

Kiedy zagrywaliśmy się w autorkę role playing, Bitwę na polach Pellenoru, Gwiezdnego Kupca i inne Labirynty, to Książe, był o tyle fajny że serwował nam coś innego: negocjowało i paktowało się, spiskowało i dowodziło swoimi księstwami/ państwami, czego w sumie nie dawała nam wtedy inna gra.
Jedyne czego w niej brakowało to elementu fantasy i tak na podstawie zasad tej gry preparowaliśmy jakąś zamknięty obszar np. wyspę dzieliliśmy na kilka państw, a potem wedle zmodyfikowanych zasad kierowaliśmy nimi wedle zaplanowanego z góry scenariusza wydarzeń, który znał jeden z nas. Ta jedna osoba rozstrzygała też o losach innych ościennych księstw.
Niepisaną zasadą tych scenariuszy był kulminacyjny moment w którym przylatywał: a)smok; b)demon i niszczył wszystko i wszystkich. Dziś mogłoby to przypominać Play by Mail, tyle że rozgrywaliśmy je na żywo i w czasie rzeczywistym.
Potem kilkukrotnie próbowałem pograć w Empire (tak to się chyba zowie), jednak jakoś mnie nie przekonywało.
Nie jestem pewien, ale zdaje się że komputerową wersją tej gry na PC był tytuł Machiavelli the Prince.

Filed Under:

Adrian Borejko

.....

9 komentarzy

Trackback URL | RSS komentarze

  1. smartfox pisze:

    Kurcze, ja to jeszcze chyba mam gdzieś u ojca w domu :). Świetna gra, choć zasady miejscami niejasne . Faktycznie, faza negocjacji była jedną z ciekawszych. Zawsze żałowałem, że nigdy nie zagrałem w to w więcej niż trzy osoby.

     
  2. Borejko pisze:

    Maksymalnie graliśmy w to w 6, ale były scenariusze przeznaczone dla chyba nawet ośmiu osób.

     
  3. smartfox pisze:

    Był, były. Wiem, ze ekipa Ciesielskiego (albo jacyś ludzie, którzy grali w jego klubie) sprzedawała wysyłkowo tę grę i kilka innych. Ja sobie kupiłem Księcia i bodaj Upadek Cesarstwa Rzymskiego. Dość fajną strategię, której akcja toczyła się od ok. 400 r. n.e.

    Zamówiłem u nich jeszcze "Plądrowanie Rzymu" i coś tam jeszcze, ale nie dotarło do mnie.

     
  4. Borejko pisze:

    No z tymi zamówieniami w tamtych czasach to faktycznie były jaja, niekiedy się zapominało o czymś co się zamówiło a tu nagle zonk, dostawałeś zupełnie co innego, w innym terminie np. ja tak miałem z Fikcjami.

     
  5. smartfox pisze:

    Rany, ja już nawet nie pamiętam, gdzie kupowałem Fikcje. Chyba w empiku, ale to tak dawno było. Mam jeszcze kilka numerów.

     
  6. Borejko pisze:

    Ja akurat hurtowo zamawiałem w Ślakfie dobrze ponad 20 numerów, bo była tam Tolkienopedia, czy jakoś tak - rzecz to była bardzo przydatna przede wszystkim do grania, jako bestiariusz, opis lokacji itd.
    Zresztą na niektóre numery chyba jeszcze czekam.

     
  7. smartfox pisze:

    Fakt Tolkienopedia działała na wyobraźnię. wtedy zdaje się byłem dopiero po przeczytaniu "Hobbita". "Władca" był wypożyczany u nas w bibliotekach na zapisy. Jakoś czekało się koło 9 miesięcy na wypożyczenie. Masakra. Kiedy wreszcie pożyczyłem to zazwyczaj 1szy lub 3ci tom :). Drugi przeczytałem kilka lat później.

    Ja z Fikcji pamiętam świetne recenzje książek, których nigdzie nie mogłem dostać. "Babel 17" Delany'ego wydali zdaje się dopiero w tamtym roku :).

     
  8. Blogger pl pisze:

    ZSMP robiło rolepleje?

    faak

     
  9. Borejko pisze:

    @Blogger pl: tia-hłeh
    @smartfox: Nazywało się to Tolkienistyka, nie Tolkienopedia sprawdziłem, poza wymienionymi przez Ciebie recenzjami był jeszcze dział ze świata SF, w którym było niekiedy było znacznie więcej informacji niż w Fantastyce, inna rzecz że Fikcje docierały do mnie z minimum k3 +1 miesięcznym opóźnieniem. By nie wspomnieć o gierce SJJacksona, Gwiezdnych Wojnach itp... Generalnie świetna robota w tamtych czasach Ślakfy, P.W.CHolewy etc

     
Prześlij komentarz

DoomTraperzy