Okolice gier fabularnych- fantomatyka Stanisława Lema



fantomatyka- technika wytwarzania w umyśle ludzkim iluzji istnienia sztucznej rzeczywistości

Słownik Języka polskiego PWN

Wróciłem ponownie do Summa Technologiae Lema. Wróciłem bo pamiętałem, że w tej książce autor pisał co nieco o kreowaniu i odmiennych światach, a jako że tematy te ostatnio były ostatnio dosyć popularne na forum w odniesieniu do WFRP, chciałem się upewnić czy rację miał Stanisław Lem, czy mędrcy forumowi. Zapewne ku zaskoczeniu tych ostatnich, okazało się że rację miał nieżyjący już autor. Ale nie o tym.
Jak to bywa szukając w tej książce czegoś innego, wylądowałem w rozdziale fantomatyka i w ten sposób przeczytałem ponownie książkę od deski do deski.
Idąc dalej chciałem co nieco napisać na blogu o fantomatyce a skończyło się na drobnych erpegowych dygresyjkach do pewnych partii tekstu w Summie Technologiae. Tak więc znowu nie o tym.

Gwoli wyjaśnienia (bo słownik nie za wiele mówi) fantomatyka to nic innego jak rzeczywistość wirtualna, tyle że bardziej zaawansowana (podobna do holodeków, holonoweli, znanych ze Star Treku) i pisał o niej Lem na wiele lat przed wynalezieniem samej VR, czy rzeczywistości rozszerzonej.
Fantomatyka czyli rzeczywistość pozorowana, niekoniecznie wywołana cyfrowo, to wprowadzenie człowieka w świat przeżyć, których nieautentyczności wykryć nie można. Tyle w skrócie, bo trudno streścić kilkadziesiąt kart książki naszpikowanych informacjami - odsyłam więc do lektury, a jako zachętę podam że autor dzieli jeszcze fantomatykę na obwodową (działająca za pomocą sensorów oddziaływających na zmysły) i centralną (oddziaływającą wprost na mózg*) i omawia wiele innych ciekawych rzeczy takich np. co stałoby się z osobą, która weszłaby do rzeczywistości pozorowanej, w niej weszła do jeszcze jednej rzeczywistości pozorowanej i w tej kolejnej...
Samą fantomatykę Lem poruszał jeszcze niejednokrotnie, np. w eseju Fantomatyka II i w dziesiątkach wywiadów np. w tym.

*tu ciekawostka- Lem zażywał oczyszczoną psylocybinę w ramach eksperymentu, uzyskaną z pewnych grzybów rosnących w moich rejonach).

Fantomatyka oznacza bowiem utworzenie połączeń dwukierunkowych między "sztuczną rzeczywistością" a jej odbiorcą. Innymi słowy, fantomatyka jest sztuką ze sprzężeniem zwrotnym. Ktoś mógłby naturalnie wynająć aktorów, przebrać ich za dworaków z XVII wieku, a siebie za króla francuskiego i wspólnie z przebranymi, w odpowiedniej oprawie (starego wyjętego zamku np.) odgrywać swe "panowanie na tronie Ludwika". Działania takie nie są nawet fantomatyką prymitywną, choćby dlatego że można z ich sfery wyjść.
Stanisław Lem- Summa Technologiae str. 164
Wydawnictwo Lubelskie Lublin 1984
Aktorstwu-NIE!!!
W czasach kiedy ukazała się polskojęzyczna edycja Wampira, byliśmy zachwyceni tym że podręcznik wskazuje tory na aktorstwo. Głębiej i mocniej można odgrywać swoje role! Rozgrywać swoje dramy! Uczestniczyć w teatrze improwizowanym!
Nic bardziej mylnego...
Poczytałem wtedy trochę o szkołach aktorskich Stanisławskiego etc. i od razu zrezygnowałem z całego tego aktorstwa. Ciężko opanować sztukę opowiadania historii, czyli narrację całej opowieści (do tego na bieżąco improwizowanej!) a gdy dołożyć jeszcze do tego aktorstwo, trzeba by poświecić swe życie by w miarę opanować tą sztukę (oczywiście o ile mamy ku temu predyspozycje...).
Zresztą aktorstwo na sesjach kończy się na sesjach takimi kwiatkami jak używanie Gniewu Bożego w Birthright- gdzie gracz musi "odegrać" wściekłość i w ten sposób przekonać MG że się zirytował... lub Demonicznym Śmiechem gracza w nowo powstającej Klanarchii...
Aktorstwa w tym niewiele, ale Dzień Śmiechały zapewniony, jeśli Krzysiu lat 13 z mutacją zarży demonicznym śmiechem.

Jakżeż - spyta ktoś -nie determinują, a przecież powiedziało się że fantomatyka umożliwia przeżycie "wszystkiego" nawet tego, powiedzmy że ktoś jest krokodylem czy rybą! Krokodylem albo rekinem, tak, ale "na niby" i to podwójnie. Po pierwsze na niby, bo to tylko wizja łudząca, o czym już wiemy. Po wtóre, bo aby naprawdę być krokodylem, trzeba mieć krokodyli, a nie ludzki mózg. Człowiek może być, w gruncie rzeczy, tylko sobą. Należy to jednak właściwie rozumieć. Jeśli urzędnik Banku Krajowego marzy o tym, aby zostać urzędnikiem Banku Inwestycyjnego (pamiętacie skecz Monthy Pythona w tym temacie- dygresyjka Borejki) życzenie jego da się spełnić w sposób doskonały. Jeśli natomiast zapragnie zostać na dwie godziny Napoleonem Bonaparte będzie nim (podczas wizji) tylko zewnętrznie: będzie widział, jeśli zajrzy do lustra, twarz Bonapartego, będzie miał wokół siebie "starą gwardię" wiernych marszałków, itp., ale nie będzie mógł z nimi rozmawiać po francusku, jeżeli tego języka nie znał przedtem. I będzie też, w owej "bonapatycznej" sytuacji, przejawiał własne cechy charakteru, a nie postaci Napoleona, jakiego znamy z historii. Najwyżej będzie usiłował grać Napoleona, tj. udawać go lepiej lub gorzej. I to samo dotyczy też krokodyla. ... Powiedzmy tak: im bardziej odległa jest, strukturą osobowości i czasem historycznym, postać, w którą pragnie się wcielić, od jego własnego charaktery i czasu, tym bardziej umowne, naiwne, prymitywne formy przybierze jego postępowanie i cała akcja wizji. Bo aby zostać koronowanym na króla, czy przyjmować posłów paieskich, trzeba znać cały dworski ceremoniał; osoby stworzone przez fantmatyzator mogą udawać że nie widzą idiotycznych postępków odzianego w gronostaje urzędnika Banku Krajowego, więc jego stysfakcja jest podszytaw trywialnością i błaznowaniem.
Stanisław Lem- Summa Technologiae str. 176
Wydawnictwo Lubelskie Lublin 1984


Obcym- NIE!!!
W powyższym przytoczonym fragmencie jest wyłożone kawa na ławę, dlaczego zabawy w wyimaginowanych światach są kiepskie i skąd w niej sztuczność.
Przyjmując że gry fabularne imitują w naszej wyobraźni fantomatykę prymitywną- to jest to już zabawa tak spłycona że działa tylko na naszą wyobraźnie poprzez komunikację werbalną. Arcyprymitywna fantomatyka.
Do tego dochodzi odgrywanie fantastycznych indywiduów jakimi są: orki, elfy i inne krasnoludy (prawie tak odmiennych dla naszej psychiki jak przytoczone w powyższym cytacie krokodyle)- bo przecież mało kto wykorzystuje gry fabularne do odgrywania roli robotnika w fabryce, czy kierownika budowy.
Pomimo że dostajemy od autorów gier fabularnych rady jak odgrywać psychikę fantastycznej menażerii, to instrukcje zawarte zazwyczaj na kilku stronach co chyba oczywiste nie wyczerpują tematu. Temu chyba lepiej nie odgrywać innych ras o ile nie chcemy spłycać naszej rozgrywki do: "to wy idźcie spać ,a ja idę zrobić Pran Ie'moz- GuA bo jestem elfem..." Każdy z graczy uczestniczył w kiepskiej sesji, a dokładanie do niej bohaterów fantastycznych ras, jakimi są elfy i inne gnomy spłyca tą zabawę jeszcze bardziej. Nie, nie zachęcam ich do wyrzucenia z WFRP, ale zminimalizowania tych cudaków- jeśli MG widzi że gracz gra np. elfem w ten sam sposób co człowiekiem z Kislevu, to na co i po co komu taka postać (chyba że ktoś woli elfy bo ma +20 do US...). Zresztą inne rasy w Starym Świecie występują tak rzadko, że ich rola ograniczona do bohaterów niezależnych w zupełności wystarczy.

Z tego też względu trudno bardzo, aby fantomatyka mogła stać się sztuką pełnowartościową. Najpierw nie można dla niej pisać scenariuszów, a najwyżej tylko ramowe szkice sytuacyjne; po wtóre sztuka zakłada charaktery tj. postaci mają je dane, podczas gdy klient fantomatu ma osobowość własną i nie będzie umiał zagrać“ wymaganej przez scenariusz roli, o nie jest zawodowym aktorem. Dlatego fantomatyka może być jednak przede wszystkim rozrywką.
Stanisław Lem- Summa Technologiae str. 176
Wydawnictwo Lubelskie Lublin 1984
Sztuce - NIE!!!
Czas skończyć z tymi bzdetami, które nader często pojawiają się w internecie. Żadna zabawa spod znaku gier fabularnych nie ma nic wspólnego z sztuką. Nie ma "wyższych erpegów" spod znaku Świata Mroku i "głupszych systemów" spod znaku Starego Świata czy Zapomnianych Krain. Każda gra fabularna to zwykła masowa rozrywka i nic ponadto. Jak się okazało sztuką może być obieranie ziemniaków w galerii, może być malowanie bohomazów na ścianach, ale nie opowiadanie historii o smoku i księżniczce. Chyba że robią to aktorzy sceniczni na deskach teatru w improwizowanych przedstawieniach, bądź bajki opowiadają ludzie którzy mają ku temu odpowiednie predyspozycje jak np. Studnia 0. Można starać się, czy nawet zostać aktorem lub dobrym narratorem, ale gra fabularna to nie sztuka.
Niestety.

Filed Under:

Adrian Borejko

.....

9 komentarzy

Trackback URL | RSS komentarze

  1. Karczmarz pisze:

    Hmmm

    Co tu dużo mówić. W pełni się zgadzam, ze wszystkim, może poza ostatnim zdaniem. Im dalej odchodzimy w grze od naszych "ja" tym bardziej przechodzimy do groteski, która też ma swoje rozrywkowe uroki (miło czasem pograć elfią księżniczką). Jeśli chcemy coś więcej wyciągnąć, to powinniśmy grać postaciami jak najbardziej zbliżonymi do nas samych (co na szczęście zazwyczaj ma miejsce) i powinniśmy rozwiązywać problemy o których mamy jako takie pojęcie.

    Zaś co do sztuki... sama gra raczej sztuką nie jest, ale ma sporo z niej w otoczce. Niektóre wymyślone postacie na potrzeby RPG biją na głowę postacie wymyślane dla fabuły książki, a jeśli pisanie książek to sztuka, to pisanie postaci do RPG też nią powinno być. Podobnie ze scenariuszami, pisząc scenariusz mozolnie przez rok, bliżej temu do pracy literackiej niż do samego RPG :P

     
  2. Kronos pisze:

    Nie wiem czy czytasz to co piszesz karczmarz.
    Jeśli rpg są zaliczane do sztuki, to czemu nie zaistniał żaden na miarę dzieła filmowego czy literackiego.
    A fantomatyce daleko do erpegów, choć cytaty adekwatne.

     
  3. cobold pisze:

    Tyle, że w książka nie składa się z samej fabuły. Ba, w książce-sztuce (bo nei wszystkie książki rozpatruje się jako sztukę, prawda?) fabuła sama w sobie nigdy nie stoi na pierwszym miejscu, zawsze coś ukazuje lub czemuś służy. Z wspólnej cechy ogólnej (w rpg tworzy się fabuła, w książkach też występuje fabuła) nie można wywieść, że także inna cecha jest wspólna (ksiązki mogą być sztuką, więc rpg też mogą być sztuką).

     
  4. Borejko pisze:

    @Karczmarz. Moje zdanie na temat sztuki pojawiło sie pare razy na forach i tutaj też. Więc powtórze:
    GRY FABULARNE TO MASOWA ROZRYWKA Z SZTUKĄ NIE MAJĄCA WIELE WSPÓLNEGO!
    Jeśli piszesz opowiadanie przez rok to nie oznacza że bedzie mu bliżej do dobrego utworu literackiego. Tak jak porównywałeś do RPG...
    @kronos: Fantomatyka oczywiście a RPG to dwie różne sprawy, a zdania wyrwane nieco z kontekstu...
    @cobold...W sumie nie wiem o czym za bardzo piszesz...
    ale wnioskuję że skoro obieranie ziemniaków w Zachęcie jest sztuką to granie w kapsle też?? Chyba że się mylę

     
  5. cobold pisze:

    Odnosiłem się do komentarza karczmarza, a nie bezpośrednio do twojej notki, więc może dlatego wyszło niezrozumiale.

    Twój przykład z obieraniem ziemniaków w Zachęcie jest nietrafiony, bo chociaż nie znam przypadku, to wydaje mi się, że w ocenie, że była to sztuka nieodłącznie ważna była samej czynności obierania ziemniaków otoczka - artysta, galeria etc. I nadanie obieraniu ziemniaków sensu lub nonsensu - tak czy inaczej nie służyło to obraniu ziemniaków :)

    Ale to, że obieranie ziemniaków samo w sobie nie jest sztuką prowadzi nas do analogii, że tworzenie fabuł samo w sobie też nie jest sztuką. I rpg jest właśnie takim obieraniem ziemniaków - lepiej lub gorzej się bawimy (ziemniaki są lepiej lub gorzej obrane), ale nie tworzymy sztuki. Tylko w specyficznych warunkach (jak na przykład podany przez ciebie teatr improwizowany) podobna czynność może być rozpatrywana jako sztuka.

    Mam nadzieję, że bardziej zrozumiale wyszło, bo bez skrótów myślowych.

     
  6. Borejko pisze:

    Teraz już wszystko zrozumiałe. Sam przykład rzeczywiście podałem nietrafiony, bo faktycznie dla mnie sztuką jest Leonardo da Vinci, Shakespeare, Sienkiewicz czy inny Matejko.
    Banksy czy Rumas też (w dole linki), natomiast idąc dalej- obieranie ziemniaków niewątpliwie jakimś tam performance też jest. Jednak ja na tej nowoczesnej sztuce nie znam się już za dobrze i nie rozróżniam co jest sztuką postmodernistyczną co nie. Serio.
    Na sto procent osobiście twierdzę że gra fabularna, podobnie jak flippery, kapsle, gra w chowanego, czy zabawa w policjantów i złodziei sztuką nie jest.
    I jeszcze raz podkreślę przykład z obieraniem ziemniaków był nietrafiony bo jak napisałeś cobold można to porównywać do gier własnie i dochodzić do błednych wniosków...
    Natomiast już samo miejsce i aktorzy z definicji już samo kwalifikuje teatr improwizowany do sztuki interaktywnej. Jak np. "Szalone nożyczki" wystawiane u mnie w bielskim teatrze.
    ps. A szczerze mówiąc temat był postokroć wałkowany w dyskusjach forumowych, sądziłem pisząc ten wpis że ktoś się przyczepi: "jakże to zabieracie mi elfy i krasnoludy z WFRP?" niż do sztuki, która wałkowana była postokroć.
    No i zapomniałem na końcu dodać Summę Lema warto przeczytać.

     
  7. Wojciech pisze:

    Świetny post. Doskonale uwypuklony bezsens odgrywania postaci mocno różniących się od osobowości gracza, w tym wszelkiej maści dziwolągów, jak np. elfy ;P

    A czy rpg to sztuka czy nie sztuka, grzeje mnie to. Liczy się zabawa. Tacy jedni stworzyli sztuki walki i uważają, że zabijanie to sztuka. Konkluzja jest w mojej opinii taka: jeśli coś robisz z sercem i dążysz do doskonałości w tym co robisz, to TY SAM robisz z tego WŁASNĄ sztukę. Osobistą. Nie ma czegoś takiego jak ogólnie pojęta sztuka. Zawsze jest sztuka jednostkowa albo istniejąca w świadomości określonej grupy ludzi dzięki zawartemu konsensusowi. Czy Mona Lisa dla buszmena jest sztuką? Wątpię.

     
  8. Borejko pisze:

    Nic dodać nic ująć do tego co napisał Wojciech o sztuce.

     
  9. Qball pisze:

    Amen

     
Prześlij komentarz

DoomTraperzy